15 września 2017

Odcinek 5 Z Głębi Duszy: Rozdział II

Szaman spod ciemnej gwiazdy


Terytorium Wyrzutków nigdy nie cieszyło się zbyt optymistyczną renomą wśród mieszkańców Doliny Starożytnej. Całe połacie nagiej, wysuszonej ziemi oraz niedostępne obszary porośnięte czarnymi, kolczastymi krzewami przyprawiały zwierzęta o niesmak, nie wspominając już o podejrzanych typach kręcących się tu i ówdzie w poszukiwaniu ofiary. Niemniej jeśli ktokolwiek choć przez chwilę miał okazję przejść się wzdłuż pokrętnych, ponurych ścieżek lub w cieniu gigantycznych, opuszczonych kopców (i nie przepłacił tego życiem), z pewnością zauważył, że kryło się tam coś o wiele, wiele więcej.
Tym czymś była tajemnica.
Na samo jej wspomnienie niemal wszystkim wyrzutkom na myśl nasuwał się Mroczny Las i osadzone u jego stóp olbrzymie drzewo, którego powykręcany, szkaradny pień zdawał się stanowić odwieczną przeciwwagę dla Lwiej Skały. Jego korzenie sięgały głębiej niż zimna toń oceanu, wijąc się przez wiele kilometrów pod i nad ziemią, a czarne, rozłożyste gałęzie tworzyły nieprzeniknioną pajęczynę, przeplatając się ze zmarniałym leśnym buszem i kreując parawan pnący się na wszystkie strony świata. To właśnie to coś — niewyjaśniona zagadka zaklęta w okazałej koronie drzewa, historia sprzed niezliczonych wieków zamknięta pod chropowatą korą — napełniało Lukę fascynacją.
Już dawno przestała słuchać bez przerwy gwarzącego przewodnika; zamiast tego rozglądała się z ożywieniem na wynurzające się spod podłoża korzenie grubości młodego baobabu, które nierzadko przybierały niesamowite formy. I chociaż po jakimś czasie wysuszona gęstwina nad ich głowami ledwie przepuszczała promienie słońca, cała trójka dzielnie brnęła dalej przez kolczaste krzewy i złowrogi półmrok.
— Krwawy Billy jest wśród nas powszechnie szanowanym osobnikiem — ciągnął stary sęp prowadzący Lukę i Nukę. — Jeżeli on nie zna odpowiedzi na twoje pytanie, mała lwico, nie zna jej nikt.
— To lepiej niech już się modli, żeby jednak odpowiedź znał — burknął Nuka z niezadowoleniem, wyciągnąwszy z postrzępionej grzywy kolejną złamaną gałązkę. — Bo przez tą całą wyprawę mam kolce tam, gdzie kolców nigdy być nie powinno.
— To tutaj! — wykrzyknął sęp z gulgotem, po czym szybko podleciał do zbrązowiałych lian smętnie zwisających pomiędzy głazem a krzewami i odsłonił przed lwami pień największego drzewa; serce Ziemi Wyrzutków. — Widzicie symbole pomiędzy tamtymi dwoma korzeniami? Pod nimi znajdziecie ukrytą jamę do wnętrza drzewa, a w środku czeka na was Krwawy Billy. Jeśli choć połowa tego to co o nim mówią jest prawdą, zapewne od dawna się was spodziewa.
— Ojej! — zawołała Luka zachwycona. — Ale przygoda! Dziękujemy panu bardzo serdecznie, jesteśmy niezmiernie wdzięczni za pomoc. Prawda, Nuka?
— Ooo, ależ oczywiście! Zawsze chciałem wpaść w odwiedziny do groźnego świra oskarżonego o czarną magię. Doprawdy, moja wdzięczność nie zna granic! — odwarknął wyrzutek sarkastycznie, ze złości drapiąc pazurami kamienie pod łapami.
W tym momencie sęp chwycił Lukę za ucho i przybliżył ją do siebie tak, by tylko ona mogła usłyszeć jego szept:
— Te, młoda, mam interesa. Jakbyś po tym całym zajściu nie wiedziała, co zrobić ze swoim martwym truchłem, to tu masz mój adres — to powiedziawszy, wręczył jej liść z niezdarnie wyrysowanymi numerkami.
— Och, to... em... — Lwica skrzywiła się wbrew swoim zamiarom — To… całkiem miłe… Tak sądzę…
Kiedy tylko przewodnik odleciał, para lwów skierowała się we wskazaną stronę. Nuka rozpoznawszy w symbolach znaki Rakhiranu (języka, który w wielu miejscach, między innymi na Lwiej Ziemi, został zakazany), podsumował swoje przeczucia głośnym przełknięciem ślinki. Zanim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć, rozległ się dźwięk odsuwanego kamienia i spomiędzy liści wysunęło się najstarsze i najbardziej pomarszczone stworzenie, jakie oboje kiedykolwiek widzieli w swoim życiu.
Krwawy Billy istotnie wyglądał niezwykle. Wielkością przerastał większość sępów pomimo faktu, iż wyjątkowo się garbił. Jedno jego z oczu płonęło czerwonym blaskiem — żywe i inteligentne — a drugie zaszło bielmem i omiatało towarzyszy ze stoickim spokojem. Miał ciemny, zakrzywiony dziób oraz czarne, gęste, postrzępione pióra, które ciągnęły się za nim łudząco podobnie do zwiewnych szat czarnych magów. Przy każdym jego ruchu klekotały zęby dzika obijające się o połówkę rogatej czaszki zawieszonej na szczycie poskręcanej szamańskiej laski, którą Krwawy Billy trzymał w skrzydle. Dla Luki i Nuki jedno było pewne — stary sęp nie wyglądał na kogoś, kto z chęcią przyjmuje gości.
— Czego mi się tu przypałętali?! — wychrypiał Billy niskim, skrzeczącym głosem przywodzącym na myśl zrzędzącego dziadka o akcencie niemieckiego żołnierza III Rzeszy.
— Dzień dobry! — zawołała lwica z miłą tonacją — Ja jestem…
—... Luka Augzoyowa, córka Hatariego Liongozi, syna Azaana, syna Feruziego. A przy okazji Lwica-Która-Marnuje-Mój-Czas. No i na co jeszcze czeka głupia gąska? Wchodzi do środka, czy może będzie tu tak stać jak ten głaz?
— Wchodzi… znaczy, ja wchodzę… — odparła zdezorientowana, a następnie niepewnie przekroczyła próg jamy. Nuka chciał podążyć jej śladami, lecz wtem oberwał laską w głowę tak mocno, że gwiazdy mu przed oczami stanęły.
— A ten skurczybyk gdzie się pcha!? Nie ma interesa, to siedzi na zewnątrz!
Lew zatoczył się do tyłu, a gdy tylko się otrząsnął, w przypływie irytacji obnażył kły.
— Że niby mam ją zostawić z tobą? Zwariowałeś?
Stary sęp cofnął się w cień oraz uśmiechnął się jak udobruchany sadysta.
— On się tak nie martwi. Krwawy Billy się potrawką z lwicy z chęcią z wyrzutkiem podzieli.
To powiedziawszy, zatrzasnął Nuce wejście przed nosem.
***
Luka nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie podejrzewałaby, że pieczara będzie wyglądała w taki sposób. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy (zaraz jak zdążyły przyzwyczaić się do wszechobecnego mroku), to ogromna ilość półek wydrążonych w drewnie, na których leżały miseczki z najróżniejszego rodzaju płynami, farbami i przedmiotami z najdalszych zakątków Afryki. Na nierównych ścianach widniały tajemnicze znaki i szamańskie malunki, których znaczenia lwica nie umiała się domyślić. Z sufitu zwisały kości zwierząt uderzające o siebie pomimo braku wiatru, a na ziemi i obok „eliksirów” raz po raz poniewierały się czaszki, w których stary sęp przechowywał… różne dziwności.
Krwawy Billy odwrócił i wziął do skrzydła kilka miseczek, po czym ich bogatą zawartość zaczął wsypywać (lub wlewać) do wąskiego otworu w drewnie obok gałęzi z kościanymi przyrządami przywodzącymi na myśl narzędzia tortur.
— Niech niczego nie dotyka, póki Billy mikstury nie skończy. I najlepiej niech siedzi cicho — warknął półgębkiem, mieszając ciecz swoją laską.
Dla Luki jego polecenie okazało się bułką z masłem… a przynajmniej przez pierwsze pięć sekund. Czyli do czasu, aż w odległym kącie dostrzegła, jak to je skromnie nazwała, Niezwykle Fascynujące Cosie ułożone w perfekcyjną piramidkę.
Bardzo kuszące Niezwykle Fascynujące Cosie.
Rzuciła okiem na szamana, który najwyraźniej chwilowo był zbyt zajęty, by zwrócić na nią uwagę. Następnie z kocią gracją zakradła się do piramidki, raz po raz oglądając się na sępa, czy przypadkiem już nie skończył. Z bliska konstrukcja wydawała się jeszcze ciekawsza, szczególnie że równiutko poukładane drewniane salaterki miały w sobie zapas farb na niezliczoną ilość dni. Ale najbardziej przyciągała ją jedna jedyna całkowicie złota na samym dole.
— No dobrze, mała lwico, a teraz stary Billy…
Zanim dokończył, rozległ się hałas tłuczonego szkła i cała piramidka runęła z hukiem. A gdy się odwrócił, po opadnięciu kurzu zastał jedynie oniemiałą Luka ze złotą miseczką w łapce, którą, zauważywszy jego wściekłą minę, szybko ukryła za plecami.
— To nie ja!
Szaman zmrużył oczy i potarł czoło ze zrezygnowaniem.
— Do stu piorunów z tym ciekawskim lwiskiem... Na czym to on... Aha! No to teraz stary Billy się nią zajmie. — To powiedziawszy, zaczął okrążać ją i z zaciekawieniem oglądać ze wszystkich stron jak rzeźbę w publicznym muzeum, wyglądając przy tym na bardzo skupionego.  Ha! Więc przyszła do starego Billiego po odpowiedź, tak? I odpowiedzi od niego dostanie, tak tak. Ale wpierw będzie musiała własne występki z głębi serca wydobyć. O tak, czai się w nas zło. Tylko Billy wie, jak je wykorzystać, tak tak… AHA!!! — wrzasnął na cały głos tak gwałtownie, że Luka prawie podskoczyła do sufitu. — Ona tu podejdzie.
Lwica postąpiła parę niepewnych kroków naprzód.
— M-moje występki? — jęknęła nieśmiało, przestępując z nogi na nogę.
Szaman wręcz teatralnym gestem wsypał do dziury zawartość kolejnej miseczki i ni stąd ni zowąd rzucił nią za siebie z takim impetem, że Luka zdołała zrobić unik dosłownie w ostatniej chwili. Tuż za nią ostre odłamki powbijały się w ścianę jak brzytwy. Na widok jej niewyraźnej miny Billy wybuchnął głośnym, skrzeczącym śmiechem.
— O tak! Przyznać musi, że jej na sumieniu coś siedzi. Niech mi ona powie, kim jest?
— Ja?... No cóż… Jestem Luka, podróżuję odkąd tylko pamiętam, pochodzę z południa i...
— Nie! Jeszcze raz.
— Jestem Luka Augzoyowa, jestem podróżniczką…
— Nie! Jeszcze raz.
— Jestem Luka Augzoyowa, moje imię i nazwisko znaczą “wojownik nieustraszony” w języku Ennillis, jestem podróżniczką i właśnie rozbiłam…
W tym momencie Luka oberwała w głowę drewnianą laską.
— Nie, nie NIE, ty franco jedna! I na tym polega jej problem!
— Nie rozumiem… — mruknęła pod nosem, rozcierając bolące miejsce. — Niby jak ma mi to pomóc w odzyskaniu ryku?
— Bajeczki sobie lwica może wciskać w te i wewte, ale z Krwawym Billym takie sztuczki nie przejdą, tak tak. To są jej występki. Ona jest kłamczuchą, ot co! Kłamie lwom, kłamie zwierzętom, kłamie nawet samą siebie! Ona jest Luka Augzoyowa, księżniczka Królestwa Siedmiu Władców, prawowita następczyni tronu ziem na Południu, wyznawczyni Siedmiu, nadzieja ciemnych. Ona boi się ciasnych pomieszczeń, upiorów dręczących ją w nocy, boi się samotności, a przede wszystkim: boi się prawdy. I dlatego nie ryczy. Ma rację stary Billy?
Luka cofnęła się w tył i przywarła do ściany z bijącym sercem, ledwie powstrzymując łzy nagle cisnące jej się do oczu na samo wspomnienie ojczyzny i znajomego oblicza Zuby, Aishy oraz Mike’a.
— Zostałam otruta. W tym tkwi problem — rzekła cicho.
— Problem w jej głowie tkwi! Trucizna ryk jej odebrała na kilka godzin, tak tak. Ona myśli, że jak zaprzeczy przeszłości, to ją zmieni. Ha! Że jak wmówi wszystkim swoją bajeczkę, to nagle w niej zamieszka. Ona jest takim samym głupcem, jak król Ahadi! — Po tych słowach podszedł do lwicy, przez cały czas patrząc jej głęboko w oczy. Czerwień w jego tęczówce zdawała się jaśnieć w ciemności. — Chce wiedzieć, co się mu przytrafiło? Był taki sam, jak ona… — syknął zagadkowo.
Kiedy po chwili wahania skinęła głową, wyszeptał:
— Jej znajomy wyrzutek na pewno opowiadał jej o Skazie Bratobójcy i Mufasie Sprawiedliwym. Dawno temu w godzinie przesilenia nocnego Billy przepowiedział ich ojcu przyszłość. Przewidział, że jeden z braci zabije drugiego… a także podał sposób, by temu zapobiec… — szaman wyszczerzył się z grymasem, eksponując przy okazji ostro zakończony język o czarnej barwie. Luka zamknęła oczy, by powstrzymać się od uwagi na temat zgniłego oddechu. — Ale prawda była zbyt bolesna dla Ahadiego. Więc ten stary głupiec postanowił ją ukryć. Wygnał Krwawego Billiego, zatarł ślady przepowiedni zbrodnią oraz przez wiele dni dręczył młodszego z synów. A gdy zupełnie wyparł się przeznaczenia, tylko je zapieczętował.
Luka mogłaby przysiąc, że czarny oczodół czaszki kołyszącej się na szczycie laski na ułamek sekundy rozbłysnął czerwonym blaskiem.
— Ale… — Jej serce biło coraz mocniej. — Ja nie jestem jak król Ahadi. To przyszłość go zgubiła, nie przeszłość. On był królem, a ja.. przecież nie jestem nikomu potrzebna. Jestem tylko zwykłą lwicą… chcę być tylko zwykłą lwicą. Co mi po mojej przeszłości? To los się na mnie uwziął. Patrz! Dla przykładu jestem jedyną złotą osobą urodzoną wśród Białego Stada, a…
— Nie, lwica nie jest — przerwał jej sęp, dorzucając do płynu pożółkłe, stare żebro. — Ale matka nie pozwoliła jej zabrać.
Z… Zabrać?... Czyli że…

           Lwica poczuła, jak ciemne pomieszczenie zaczyna wirować. Miała wrażenie, że zimne kleszcze zaciskają się na jej gardle i pozbawiają tchu. Prawie by się osunęła, lecz w ostatniej chwili powstrzymał ją od tego nagły przypływ determinacji.
— Co się z nimi stało?! — pisnęła nieswoim głosem. Ale Krwawy Billy tylko zaczerpnął z wgłębienia dopiero co utworzoną przez siebie ciemną ciecz i — ku obrzydzeniu Luki — wypił ją duszkiem. Potem otarł skrzydłem dziób i wykrzywił złowieszczo. Wyglądał jak czarownik, któremu właśnie udały się obrzędy.
Kości pod sufitem zaklekotały złowieszczo.
— Jedno pytanie, jedna odpowiedź, tak tak. Ona się wszystkiego w swoim czasie dowie. Jeśli chce zaryczeć, musi się wpierw pozbyć swoich lęków. Lęków zrodzonych z setek samotnie spędzonych dni i nocy. Lęków przyczajonych w smutnych zakamarkach jej duszy, których ona nie chce do siebie dopuścić. One będą do niej wciąż powracać w nocnych koszmarach. Ale jest sposób, by zażegnać je raz na zawsze. Tu i teraz. Co lwica powie na umowę ze starym Billym, hę? — Krwawy Billy wystawił skrzydło, a jego ostro zakończone pióra rzucały złowrogi cień na ściany. Czerwone oko zapłonęło z ekscytacji. — Jedno słowo, a Krwawy Billy usunie wszystkie jej strachy na dobre.
Propozycja wydawała się nie do odrzucenia — zażegnać koszmary i lęki jeszcze tego samego dnia. Ale z jakiegoś powodu Luka zatrzymała łapkę sięgającą do wyciągniętego skrzydła w połowie drogi. Mimo woli przypomniała sobie te wszystkie dni swojej podróży, w których poszukiwała choć odrobiny ciepła u innych stad. Przed jej oczami przesuwały się obrazy chwil, kiedy nowo poznane lwice raczyły ją co najwyżej pogardą, a napotkane w trakcie wędrówki samotne samce poszukujące partnerki dawały Luce do zrozumienia, że nie chcą mieć z nią nic wspólnego jeszcze zanim zdążyła się przywitać. I nie ważne było, czy zbywano ją w sposób uprzejmy czy też przeciwnie — z otwartą niechęcią — za każdym ból ściskał jej duszę tak samo.
Więc postanowiła o tym zapomnieć. Każdy dzień przeżywać tak, jakby miał okazać się jej ostatnim. Wyciskać jak najwięcej radości z wszystkich czynności. Ponieważ w jej oczach życie i świat to cudowne doświadczenie bez względu na wszystko. Jednak to, co odsuwała od siebie za dnia, wychodziło z ciemności, aby dręczyć ją nocami, a ona nie miała niczyich objęć, w których mogłaby się skryć przed demonami przeszłości.
W tym momencie czarna łapka uścisnęła wyciągnięte skrzydło.
— Umowa stoi.
Wówczas po całej siedzibie przetoczył się szaleńczy śmiech Krwawego Billiego, a zaraz potem wszystkimi kosteczkami, półmiskami i przyrządami wstrząsnął nienaturalny podmuch wiatru. Szaman uniósł laskę w górę, na której szczycie rozbłysły puste oczodoły, zalewając Lukę czerwonym blaskiem.
Withhiss ka’ra kshan, Rihtkhirs ka’ra kshan, Anukhis hakha ich ka’ra kshan!*
Z końcówki wyskoczyła skrząca się wstęga, która przeobraziła się w biegnącego lwa o grzywie płonącej żywym ogniem. Bijąca od niego jasność była oślepiająca — jedyne co Luka ujrzała, zanim straciła przytomność, to rozświetlona łapa łakomie sięgająca ku jej sercu.
Gdy się ocknęła, natychmiast zamknęła oczy modląc się w duchu do Siedmiu Władców, aby zabrali ją z powrotem jak najszybciej.
Obudziła się w swoim koszmarze.
***
— Dwa tysiące trzysta czterdzieści dwa, dwa tysiące trzysta czterdzieści trzy, dwa tysiące…
Leżący na plecach u stóp korzenia Nuka był już tak znudzony czekaniem, że postanowił liczyć liście dokoła. A ponieważ wokół właściwie nie rosła żadna zieleń, a tylko spróchniałe drzewa, suche strąki i kolczaste krzewy, uznał, że będzie sumował te liście, które byłyby tam, gdyby nie fakt, że ich tam nie było.
I pomyśleć, że Vitani zawsze wyśmiewa mój geniusz matematyczny. Przecież to całkiem zrozumiała logika — westchnął w myślach przy liczbie “dziesięć tysięcy pięćset sto”. Jednak ni stąd ni zowąd jego kalkulacje przerwał głos dobiegający skądś z góry:
— Nie mam pojęcia, po co tu jeszcze siedzisz. Na twoim miejscu brałabym nogi za pas zamiast przychodzić do Krwawego Billiego, w przeciwnym wypadku małe szanse, żebyś jeszcze kiedyś miał okazję sobie policzyć.
Wyrzutek uniósł głowę i ujrzał małą, ciemną postać siedzącą na wysokiej gałęzi i przyglądającą mu się badawczo.
— Czekam na lwicę, z którą tu przyszedłem.
— Nonsens. Nie żeby już kiedykolwiek miała stamtąd wyjść.
Usłyszawszy te słowa, poderwał się gwałtownie, ze skupieniem marszcząc brwi.
— O czym ty mówisz?
— Jak długo mieszkam w Mrocznym lesie, jeszcze nigdy nie widziałam, aby jakikolwiek lew, gepard czy inne zwierzę stamtąd wyszło. — Niewielki nietoperz zaczął wymachiwać łapkami w powietrzu z chłodną beztroską. — A uwierz mi, było ich wiele. “Chcę władzy”. “Chcę być lepszy od tego drugiego”. “Chcę, chcę, chcę”. Ostrzegałam ich, ale w końcu jakże to taki szlachetny, królewski lew miałby słuchać kogoś takiego jak ja, co nie? — rzekł z ironią.
— Nie rozumiem…
— Nie rozumiesz? Za każde życzenie trzeba słono zapłacić. Gdy tylko twoja przyjaciółka zawrze umowę, to będzie koniec. A zrobi to na pewno. Krwawy Billy już wie, jak kim zmanipulować, aby się zgodził.
W owej chwili Nuka wydał z siebie ciche warknięcie.
— Blefujesz. Niby skąd ty to wszystko wiesz?
Nie doczekawszy się odpowiedzi, zaczął krążyć bez celu zaniepokojony i zły. Zaraz jednak w porę się opamiętał, kiedy tylko dotarł do niego pełen sens dopiero co posłyszanych słów. Błyskawicznie rzucił się na głaz zasłaniający wejście do jamy, lecz nie ważne jak bardzo się starał i ile śladów pazurów zostawił w twardym granicie, kamień ani drgnął.
— To był wszystko jej pomysł — sapał zagniewany, wkładając coraz więcej sił w każde kolejne uderzenie. Niestety na próżno.

              Czarna sylwetka tylko przypatrywała mu się z rosnącym zdumieniem. W końcu zleciała i szybkim ruchem pociągnęła lwa za ogon, żeby choć przez moment zwrócił na nią uwagę.
— Jak rzeczywiście tak bardzo ci zależy, to tędy się nie przedostaniesz. Ale znam inne miejsce, ukryte przejście. Szybko, biegnij za mną!
Nuka nie miał czasu rozważać, czy powinien ufać nieznajomej. Rzucił się sprintem za ciemnym kształtem zręcznie omijającym kolejne gałęzie, aż w końcu został doprowadzony do dawno wyrwanego pniaka o wystających korzeniach. Nietoperz zatrzymał się na jednym z nich.
— Przedrzesz się przez korzenie i podążysz pustym pniakiem do tunelu. Na końcu znajdziesz ucznia Krwawego Billiego i mojego przyjaciela o imieniu Vath. Tylko on może wskazać ci drogę. Więcej nie mogę ci pomóc.
Lew skinął głową oraz najszybciej jak tylko potrafił podążył za posłyszanymi wskazówkami, nie zwróciwszy uwagi nawet na "powodzenia, nieznajomy!", które rozległo się za jego plecami. Rzeczywiście, kiedy przedarł się przez ciasny otwór i pobiegł w stronę niebieskawego światła, znalazł się we wnętrzu serca Ziemi Wyrzutków. Z głośnym warkotem wskoczył do niewielkiego pomieszczenia wydrążonego w drewnie z takim impetem, że przebywający w środku serwal, który akuratnie mieszał farby, poupuszczał z zaskoczenia wszystkie owoce. Nuka w mgnieniu oka wziął go za skórę na piersi i podniósł wysoko w górę.
— Gdzie ona jest? — wykrzyknął, uparcie wpatrując się płonącymi oczami w zwężone źrenice serwala. — Gdzie jest Luka?
— L-lwica z grzywą?
— G d z i e ona jest?! — powtórzył wyrzutek przez zaciśnięte zęby.
Vath wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Następnie spojrzał na Nukę ze smutkiem i rzekł:
— Już za późno.








* duchy przodków przybywajcie, upiory poległych** przybywajcie, strażniku*** odwagi przybywaj ~ starożytny Rakhiran.
** duchy tych, którzy za życia kierowali się złem lub dopuścili mordu.
*** nawiązanie do legendy o członku Lwiej Straży, którego główną cechą miała być odwaga (odcinek 11 Pierwsza Lwia Straż). Symbolizuje walkę z lękami.




Poprzedni rozdział: Z głębi duszy - Rozdział I

Kolejny rozdział: Z głębi duszy - Rozdział III [dostępny wkrótce]

Podobny obraz

Kurczaki, ostatnio jestem strasznie zabiegana ;c Niestety obrazku do rozdziału na chwilę obecną nie ma, ponieważ mój program postanowił zbuntować się po raz kolejny i wyrzucić mnie bez zapisu w połowie pracy... No nic, mówi się trudno. Za to nareszcie doszliśmy do jednego z tych rozdziałów, na którego pisanie tak długo czekałam! X3 Jest on dla tej historii niezwykle ważny, ponieważ zawiera się w nich namiastka przyszłych odcinków (w tym burzliwa przeszłość Skazy i Mufasy na chwilę obecną owiana tajemnicą czy nawiązanie do historii pierwszego lwiego gwardzisty), a także przedstawia aż trzech bohaterów, którzy swoją obecnością odegrają znaczącą rolę. Nie wspominając już o tym, że zbliżyliśmy się do odkrycia korzeni szamanów, a w tekście pojawiła się pewna bardzo skrzętnie ukryta informacja, na pozór teraz malutka i nic nie znacząca, a która w przyszłości...

Dobra, już się zamykam. :D
Wydarzenia i informacje tutaj zawarte, podobnie jak w jednym z rozdziałów odcinka pierwszego, będą się odbijać w kolejnych wydarzeniach jeszcze bardzo, bardzo długo c;
Pytanka:
1. Jak sądzicie, to właściwie stało się z Luką, gdy tylko zawarła pakt z Krwawym Billym?
2. Jakie były wasze wrażenia wobec Krwawego Billiego oraz jego siedziby?
3. Czy domyślacie się już, kim był nietoperz, który pomógł Nuce? :3
4. Czy Luce uda się pokonać swoje lęki?

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie! c;